Marlon Brando, jeden z najbardziej znakomitych aktorów wszechczasów, odszedł pięć lat temu. Miał osiemdziesiąt lat. To znakomity przykład na to, że aktor wcale nie musi być przystojny, ażeby zasłużyć na miano filmowej gwiazdy. Bo Brando oczywiście nią był. Posiadał ogromny talent i charyzmę, każda jego filmowa kreacja to prawdziwy, aktorski majstersztyk.

Dla bardzo wielu osób ten Amerykanin na zawsze pozostanie Don Vito – głową mafijnej rodziny Corleone. Za rolę w „Ojcu chrzestnym” Francisa Forda Coppoli został zresztą uhonorowany Oscarem.

Marlona Brando widzowie pamiętają i z innych fantastycznych ról, żeby wspomnieć chociażby takie tytuły jak „Tramwaj zwany pożądaniem”, „Ostatnie tango w Paryżu”, „Czas apokalipsy” czy „Don Juan de Marco”.

W życiu prywatnym był trzy razy żonaty. Chorował na cukrzycę. Trudno też o nim powiedzieć, że był człowiekiem o łagodnym usposobieniu.

Za ciekawostkę można tu podać, że ze szkoły średniej został usunięty za to, że rozbijał się po korytarzach na motocyklu.